Dzień czternasty. Astorga – Foncebadón

Myślę, że dzisiejszy dzień był jednym z najbardziej rozrywkowych w całej dotychczasowej wędrowce. Cały proces poranny pomijam. Bo poranki są takie same. Pobudka, toaleta itd.

Muszę jednak przyznać, że dzisiaj wszyscy tak mniej więcej od 5 rano, bez żadnego budzika, zaczęli się powoli zbierać. Ciekawy poranny widok, kiedy to powoli słychać odgłosy budzenia się, rozciągania i w ciemności zbierania swoich rzeczy, aby spakować się na zewnątrz i dokończyć poranna toaletę. Wszystko podczas gdy inni śpią. Jestem pod wrażeniem jak potrafimy szanować innych podczas takiej wędrówki.

Kiedy wychodziłem przed 6 rano jak inne miasta, Astorga jeszcze spała, aczkolwiek było widać przemykające osoby, idące do pracy.
Szlak w pierwszej części idzie wzdłuż jezdni, a potem zaczyna iść po polach, aby w końcu zacząć wspinać się w górę. Bardzo przyjemny dzisiejszy dzień. Trochę męczący, ale bez przesady. Pomimo wspinania sie na wysokość 1500 m n.p.m., to trasa była w miarę łagodna, więc nie było tego, aż tak bardzo czuć, że się wspinamy. Widoki fantastyczne.

Po drodze mijamy dwie wioski. Po dojściu do Rabanal del Camino postanowiłem iść dalej. Byłem tam przed 11.00 i wydawało mi się trochę za wcześnie na zostanie. Tym bardziej, że chciałem mieć mniej kilometrów następnego dnia do Ponferady. Po drodze dogonili nie wczorajsi pielgrzymi, z którymi wspólnie zakończyliśmy trasę. Zaraz po przybyciu do wioski skierowaliśmy się do jednego z wielu schronisk w tej małej wiosce, ale wybór padł na schronisko parafialne. Jest to jedno z tych, które działa na zasadzie „płacisz ile możesz”, o ile chcesz, a także jest wspólna kolacja. Tego rodzaju schroniska zbliżają ludzi, dzięki wspólnej kolacji, a także wspólnymi problemami. Okazało się, że w tym roku hospitalero jest osobą z własnymi regułami, niezależnie od ogólnych zasad. Rejestracja trwał kilka godzin. Z każdym musiał pogadać, powiedzieć o zasadach jakie panują. Czyli, że o godz 19 zaczynamy przygotowywać kolacje, tak aby była gotowa mniej więcej na 20. Następnie wspólnie !!!!!!! Jemy kolację i po niej musimy pozmywać, co jest oczywiste. O godzinie 22.00 zamykamy schronisko i do łóżek. A pobudka bedzie przy pieśniach gregoriańskich o godzinie 6.00. Nikt wcześniej nie może wyjść. Jeden powód najbardziej zrozumiały, że jesteśmy z górach i przed 7.00 jest jeszcze ciemno, tak abyśmy mniej więcej przed 6.45 nie wychodzili, abyśmy się nie zgubili.
Muszę przyznać, że dzięki zachowaniu się hospitalero wszyscy oczywiście się zbliżyliśmy, bo wszyscy zaczęliśmy dyskutować o tym, że nie możemy wyjść wcześniej i o jego zachowaniu.

W oczekiwaniu na kolację z kilkoma pielgrzymami poszliśmy do miejsca zwanego Cruz de Ferro, zwany żelaznym krzyżem, albo kamiennym. Jest to najwyżej położone miejsce na szlaku, na wysokości mniej więcej 1500 metrów n.p.m. tam znajduje się 5 metrowy drewniany krzyż. Legenda głosi, ze kiedy była budowana katedra w Santiago de Compostela, poproszono pielgrzymów, aby każdy z nich przyniósł kamień do budowy katedry. Dzisiaj tradycją jest, że każdy zabiera ze swojego miesiąca zamieszkania lub z miejsca skąd zaczyna kamień, aby w tamtym miejscu rzucić go za plecy w kierunku krzyża, symbolizując tym przejście tej przełęczy. Ja oczywiście miałem taki kamień z Segowii. Dzięki temu jutro przechodząc tedy rano w ciemności nie będziemy się już zatrzymywać.

Późniejsza kolacja była rewelacyjna, wszystkich nas było niej więcej 25 osób. Na kolację była sałata i makaron z sosem mięsno- pomidorowym. Proste jedzenie, ale wszystkim bardzo smakowało. Oczywiście o 22 poszliśmy spać. Wcześniej wyszła jeszcze jedna nieprzyjemna sprawa. Okazało się, że doszły 3 osoby i nie było już miejsca. Hospitalero nie chciał ich wpuścić do środka, ale powiedział, że może im udostępnić portal kościoła, który ma zadaszenie. Jednak po kolacji, kiedy trochę zmiękł, udostępnił im kaplicę i znalazł się nawet jeden materac więcej. Ja im pożyczyłem karimatę, którą miałem, a drugą wzięli od innego pielgrzyma, dzięki temu udało się ich umieścić w schronisku. Przynajmniej spędzili tę noc w środku, a w nocy zapowiadali temperaturę 4 stopnie.

Oczywiście, tak jak zapowiedział, tak zrobił. Aczkolwiek ja wstałem za 10 szósta, to hospitalero jak mnie zobaczył tylko powiedział: „sikać i do łóżka”. I dosłownie punktualnie o 6 wszedł z latarką do sali, gdzie spaliśmy i rozległa się muzyka. Był to sygnał na pobudkę. Wszyscy powoli zaczęli wstawać. A w jadalni było już przygotowane śniadanie.

Kontakt do schroniska
Albergue Paroquial Domus Dei
Calle Real, kościółek z dzwonnica, widać z oddali
Fuencebadón,
Koszt: co łaska

Za chwilę napiszę ciąg dalszy kolejnych dni. Ostatnio nie miałem internetu i czasu.

camino de santiago iphone 2014 891  IMG_5329.jpg camino de santiago iphone 2014 892  IMG_5330.jpg camino de santiago iphone 2014 894  IMG_5332.jpg camino de santiago iphone 2014 898 IMG_5336.jpg camino de santiago iphone 2014 899 IMG_5337.jpg camino de santiago iphone 2014 901 IMG_5339.jpg camino de santiago iphone 2014 903 IMG_5341.jpg camino de santiago iphone 2014 904 IMG_5342.jpg camino de santiago iphone 2014 905 IMG_5342.jpg camino de santiago iphone 2014 910 IMG_5348.jpg camino de santiago iphone 2014 912 IMG_5350.jpg camino de santiago iphone 2014 916 camino de santiago iphone 2014 917 camino de santiago iphone 2014 919 camino de santiago iphone 2014 921 camino de santiago iphone 2014 922 camino de santiago iphone 2014 924 camino de santiago iphone 2014 930 camino de santiago iphone 2014 933 camino de santiago iphone 2014 934 camino de santiago iphone 2014 936 camino de santiago iphone 2014 940

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on telegram
Telegram